
Blog ma ambicje dokumentować sukcesy i porażki raczkującej ogrodniczki.Uprawiam warzywa od 2013 r, zaczynając z poziomu "zielonym do góry". Owładnięta "szaleństwem" likwidacji trawników na rzecz grządek - chyba dobrze na tym wychodzę.
Posumowanie sezonu 2017 - owoce
Skoro rachunek sumienia za 2017 postanowiłam zrobić, to zacznę od owoców. Są bowiem moją dumą i motorem napędowym rozwijania własnych upraw. To fascynujące, że wcale nie trzeba mieć hektarów sadu, aby przez cały sezon korzystać z własnych owoców.
Co więcej - nie potrzeba wielu krzaków, wystarczy zadbać by te dwa lub trzy co się ma, dobrze rodziły. Owoce anno domini 2017 omówię w kolejności się ich pojawiania.
1. truskawki
Mam ~50 krzaczków, dwie odmiany: wczesną oraz późną. Pozwala to na delektowanie się świeżą truskawka przez miesiąc (czerwiec). A i pomrozić można - zabezpieczyłam 10 paczek. W tym roku zmieniłam sposób obrywania - z co 3 dniowego kilku łubianek (i sajgon w kuchni bo zaprawiać, nie przeje się bo za dużo) - na codzienny, tych najbardziej dojrzałych w ilości na zjedzenie plus ewentualne zaplanowane zaprawy. Bardzo dobra zmiana nawyków.
Przyszły sezon mam już w truskawce zaplanowany bo tyle co je oporządziłam m. in. dosadziłam nową odmianę ananasową (20 krzaczków) - zobaczymy co jest warta.
Z tymi nowościami różnie bywa. Oczarował mnie na przykład opis malino-truskawki, to kupiłam dwa krzaczki. Odradzam, jednym słowem badziewie - bo oprócz ładnych kwiatów nic poza tym .... chyba, że ktoś lubi kolce, bo tych sporo. Owoców pojawiło się zaledwie kilka - i dobrze bo w smaku paskudne, a tak kombinowałabym może z jakimś dżemem albo co i stałby latami w piwnicy. Już do kontenera wywalona - płakać po niej zdecydowanie nie będę.







2. poziomki
Mam na kawałku skarpy, taką łączkę leśną - specjalnie zrobioną dla żurawiny. Przy jej zakładaniu naczytałam się, że żurawina lubi sąsiedztwo innych leśnych: wrzosów i poziomek. To posadziłam pomiędzy. Po dwóch latach poziomka sama się rozsiała i w tym roku miałam już 10 krzaczków. Dziesięć to nie jeden, zatem zbierałam już szklankę co 4,5 dni, a nie że skubnąć kilka z krzaczka - full wypas hehehe.
Za sprawą przepisu na deser poziomkowy (dodam w przepisach) - szklanka owoców urosła do godziwej porcji deseru - i cały lipiec szaleństwo poziomkowe było. W planach na przyszły sezon mam powiększenie uprawy poziomki.




3. porzeczki
Posiadam trzy krzaki szczepione na pniu, po jednym na każdy, że tak powiem, kolor. Sadzone rok temu, wiosną. Dały w tym roku popis! Białych i czerwonych zebrałam po łubiance - czarnych nie wiem ile, bo zostały zjedzone z krzaka. Pyszności i te konfitury do herbaty!








4. borówka
W końcu opanowałam jej uprawę i od czterech lat ze swoich trzech krzaków mam opór - o ile mnie szpaki nie uprzedzą jak w tym roku. Dobrą 1/3 mi opędzlowały czym wprawiły mnie w osłupienie bo do tej pory borówek mi nie ruszały. Ale rok, z racji wiosennych mrozów, ubogi w pożywienie dla nich, więc niech będzie im na zdrowie (wiem wiem, obsrają mi parapety w podzięce). 8 litrów borówki zebrałam :)
Ale w przyszłym roku siatkę rozłożę wcześniej. I na aronię też! bo tej nie udało mi się uchronić. Tak to jest jak się słucha rad - a weź aronii nie jedzą. A miałby być to pierwsze owoce buuuuu - krzew strasznie chimeryczny i trzy lata na rozruch potrzebował, leniwiec.


4. maliny
Maliny jak maliny czyli jak zwykle. Brzmi zarozumiale? No pewnie. Każdemu kto myśli o posiadaniu kilku krzaczków zdradzę "tajemnice" aby też nie kwękał tylko uznał uprawę malin za łatwiznę.
Fundamentalną kwestią jest dobór odmian i wybór miejsca. Polecam odmiany owocujące na pędach jednorocznych (jesienią obcina się wszystko bez zagwozdki zostawić czy ciąć). Miejsce nasłonecznione. Jeśli nie mamy kwaśnej ziemi (a taka malina preferuje), posadźmy ją z dala od innych upraw wymagających ziemi zasadowej, aby wczesną wiosną pod malinami zakwasić. Stosuję w tym celu podlewanie wodą chlebową (również, a wręcz zwłaszcza dla borówek). Stosujmy ściółkowanie słomą, trawą - woda mniej paruje, a w upalne dni maliny nie ucierpią. Oczywiście jeśli jest bardzo sucho maliny należy podlać. Niedobór wody wyjdzie w mniejszych owocach, a tego nie chcemy, prawda?
Jesienią grabimy resztki słomy, skopujemy ziemię. Wiosną dożywiamy. Potem są takie efekty jak na zdjęciach, 30 paczek w zamrażarce, 50 słoików do herbaty i naleweczka.
O zjedzonych na świeżo nawet nie piszę - do dziś zbieram (czyli 2-gi miesiąc).
Teraz 2x w tygodniu po litrze, ale w wysypie 3-5 litrów co dwa dni. Proszę sobie policzyć.
I bez chemii :)
5. inne symboliczne albo czekam na owoce (agrest, cytryniec, drzewka owocowe)
Właściwie cytryniec krzywdzę dając go do tej grupy. Zasłużył na osobną notkę, bo wreszcie po 4 latach dał pierwsze owoce. Napiszę mu - niech ma.
Agrestu mam tylko jeden krzak - pyszny ciemny, ale mało. Muszę dosadzić.
Drzewka owocowe, które posadziliśmy ubiegłej jesieni - nie rodzą jeszcze (no, czereśnia coś tam ma, ale o trzydziestu kulkach nie będę trąbić). Nie wiem czy za rok czy dopiero za dwa, ale czekam na wiśnie, śliwki, gruszki, morele i pigwę - czyli na owoce jesieni. Sezon wydłuży się poważnie .... chyba.







