top of page

Miłość do grzebania w ziemi tkwiła we mnie od zawsze. Geny przodków latami były uśpione. Czasami zakwiliły na widok pięknej rośliny, ale wymówka "nie mam czasu" szybko je uciszała.

I o mały włos, sama z siebie pozbawiłabym się doświadczania spełnienia, szczęścia, radości.

Wszystkiego tego co niesie mi szeroko rozumiana praca w ogrodzie.

Czasami zastanawiam, się dlaczego tak późno zajęłam się uprawą warzyw? Czy to tchórzostwo, a może lenistwo generowały wymówki? Gdzie? nie ma miejsca, a tyle roboty, a nie umiem. Może to jakaś sierotka Marysia we mnie tkwiła - chciałabym, oj chciała, wszak podoba mi się, ale nie dane mi. O, ja biedna.

Ale zostawiam bez żalu te rozważania. Co było, a nie jest - nie liczy się w rejestr.

Cztery lata temu, mąż podchwycił moje kolejne, ot tak rzucane muzom na wiatr: "fajnie byłoby mieć kilka grządek" i wziął się. Na naszej działce był taki skrawek nieszczęścia - 7x5 metrów pokryte 20-letnim asfaltem służące do składowania różności. Tu lekki wtręt - działkę mamy specyficzną. Jest dość spora, ale z uwagi na fakt prowadzenia firmy, nie wygląda jak klasyczny ogród przydomowy. Są na niej parkingi, droga wewnętrzna, a z "zielonego" trawniki. Warzywnik na tym dobrodziejstwie wydawał się nierealny.

Wracając do placu wstydu. Został on uprzątnięty i mąż zbudował pięć grządek wzniesionych. Na wiosnę miałam się brać. Tak wyszło, że akurat zimą ujawniła się moja choroba, w lutym miałam operację a wraz z nią przyszły powikłania i takie tam paskudztwa. Wydobrzałam dopiero w czerwcu. I to na tyle aby zadbać jako tako o siebie, gdzie tam jakaś ciężka praca, mowy nie ma. I co można by było w czerwcu? Nic, koniowi zameldować. Ale .....

.... Jeden z moich dobrych znajomych, wielki miłośnik ogródka, pracy u podstaw - chyba dość przejęty moją niedyspozycją ten ogródek mi założył. Jak? Gdy kupował rozsady dla siebie - brał również dla mnie i sadził na tych moich grządkach. Dacie wiarę?

 

Przyszło lato i zamiast pustych skrzynek - miałam pomidory, fasolę, ogórki, paprykę itd.

Jestem pewna, że bez tego aktu pomocy z uprawiania warzyw wyszłyby nici. Zdarzyło się jednak inaczej i chwała Bogu.

 

Ten pierwszy rok był kluczowy - posmakowałam cudu uprawy warzyw, efektywnej formy relaksu, najdoskonalszego czyścika umysłu i duszy. Przy okazji, stricte jako skutek uboczny, oczarowana zostałam smakiem warzyw z własnego ogródka. To tak silne doświadczenie, że powrotu do przeszłości nie ma. I aby zdrowie dopisywało.

Od tego czasu, ogródek tylko się rozrastał. Proces trwa 3 lata. Każdego roku nowe - najpierw jeden trawnik został zlikwidowany i zmieniony na grządki. Potem kolejny.

 

Ogródek stał się naszym hobby (? określenie niepełne - raczej pasją). Ja w nim sadzę, troszczę się i zbieram plony. Mąż udoskonala od strony, że tak powiem technicznej. Na dziś mamy profesjonalny kompostownik oraz system odzyskiwania deszczówki. W związku z tym, że mój mąż nie uznaje półśrodków - raczej to typ perfekcjonisty (zrobić raz i dobrze) - mamy dziewięć 1000 litrowych pojemników na deszczówkę, tak więc nawet suchy rok może mi naskoczyć :)

Chcę pisać o "moim ogródku" ale po prawdzie to raczej "moje nowe życie". Pasja objawia się wszędzie, np. przewartościowaniem zainteresowań. Nawet nie wiem kiedy i jak przestałam kupować prasę polityczną, a z kiosku wynoszę co najwyżej "Magnolię". Ulubionym kanałem tv stało się "Domo", a najlepszą dyskusją okazuje się rozważanie na temat jak się pozbyć ślimaków.

Świat w tym wymiarze jest kompletnie inny. Ludzkie oblicze też. Rozmowy o ogródku łagodzą obyczaje. Twierdzę, że to zajęcie uszlachetnia - w obecnych czasach ludzie zajmujący się ogródkiem posiadają wyższy wymiar do którego ciągnie. Przynajmniej mnie.

I stałam się eko. Tak prawdziwie. Drobny przykład - kiedyś odpadki kuchenne postrzegałam jako śmieci. Dziś widzę w nich surowiec na wspaniały kompost. Patrząc na warzywa w supermarkecie nie widzę już pięknych, równych jak pod sznurek, czystych !!! warzyw - ale mutanty chemiczne. Naturalną koleją wprowadziłam do życia nawyk czytania etykiet i eliminacji "żywności" udającej żywność.

Nawet prawa fizyki zaczęły inaczej działać.

Weźmy takie "idę do ogródka na momencki, chwileczkę". I jestem w ogródku momencik - a jednak zegar pokazuje, że kilka godzin fruuuuu. Klasyczne zakrzywienie czasoprzestrzeni :)

 

Nie ma tak złej pogody by nie można było wyjść do ogrodu!

Na dziś ogródek "produkuje" warzywa i owoce, które zabezpieczają nasze potrzeby w 80%. Nie kupuję warzyw od marca do października (tu zwłaszcza nowalijek). Zimą korzystamy z przetworów i zapasów. Nie każdego roku mieliśmy ich wystarczająco, ale dążę do ideału. Kiepsko idzie mi uprawa cebuli i pietruszki. Z tej drugiej to w zasadzie mowa jest tylko o natce, ale nie poddaję się - dwa lata temu mój seler też osiągał wymiar jajka (w porywach). A dziś? - jak Bóg nakazał. W kolejnym sezonie posieję pasternak, może będzie łatwiejszy w uprawie.

Mamy własne maliny, jeżyny, truskawki, żurawinę. W ilościach do bieżącej konsumpcji i na zapasy (mrożę oraz robię konfitury). Trochę porzeczki i poziomek. W tym roku założyliśmy "sad" (tzn. posadziliśmy kilka drzewek) i może uda się mieć własne wiśnie i śliwki (teraz sporo wysiłku wymaga kupienie tych owoców eko, a bardzo lubię).

porzeczka biała
porzeczka czerwona
jeżyny
poziomki
sezon truskawkowy w pełni
moje maleństwa :)
białe maliny
klęska urodzaju
pojemy sobie :)
4 cm malina to norma

Warzywa, których uprawa jest satysfakcjonująca to:

 

* nowalijki - sałaty, rzodkiewka, kalarepa, szczypiorek, rukola, koperek, młoda kapusta * zioła * włoszczyzna * fasola szparagowa * pomidory * ogórki * groszek * cukinie * dynie * patison * buraki * papryka * brokuł.

W tym roku - eksperymentalnie posadziłam 60 krzaków ziemniaka. Uprawa zakończyła się fiaskiem (mało bulw i niesmaczne oraz zaproszenie do ogródka stonki) tak więc niestety ... mogę zapomnieć. Nie wszystko można mieć.)

wiosenne nowalijki - jarmuż i sałata
wiosna
rukola i rozsady sałaty
pory
doniczkowa uprawa sałaty
pomidory
dynia
koniec września 2015 - to był rok!
ogórki
papryka
chili
pomidory
cukinia
zbiór ogórków
koszyczek różności
będzie pomidorowa :)
IMG_0554x
IMG_0311
IMG_0250x
20
pomidory
kiszonki - ogórki i buraki
własna rzodkiewka w IV? czemu nie
do śniadania
na śniadanie
fasola mamut
seler
grządka z porami i burakami
jarmuż
ogórki
słodki groszek
eksperymentalne ziemniaki
fasola szparagowa
oliwa ziołowa
zapasiki :)
bawole serce
sałaty
fasola
przetwory a'la Grecja mniam!
szpinak
młoda kapusta
tylko rwać
bottom of page