top of page

Listopadowy ogródek

  • 11 lis 2016
  • 3 minut(y) czytania

W tym roku jesień przyszła szybko i chyba szybko się skończyła. Mamy połowę listopada, a za oknem śnieg pada już trzeci dzień. W ubiegłym roku o tej porze miałam w ogródku jeszcze pomidory i ogórki.

Na szczęście z wszystkim zdążyłam. Nie obyło się bez pomocy - prace jesienne to głównie ciężkie fizycznie więc ....

Plany były ambitne, aż miałam wyrzuty sumienia. Jednak w obliczu efektów szybko mi przeszło :) ... i ta obietnica zapłaty w przyszłym sezonie. Powinno rosnąć jak na drożdżach - konkretnie na kompoście, oborniku, dobrze przygotowanej glebie. Bo gleba to podstawa - już to wiem.

kompostownik 2-komorowy

To mój kompostownik, cztery metry sześcienne. Ruch wahadłowy - jeden boks się kompostuje, drugi zapełnia. Jesienią jedna komora została opróżniona (rok leżało, co to była za widok! piękny, masłowy, czarny kompost). Martwiłam się trochę, że miejsce się marnuje, ale udało się częściowo zapełnić :) - liście, trawa, odpady z ogródka. Było nie było - na wiosnę będą z trzy taczki kompostu - a jego przecież nigdy za dużo :)

Kompostownik wypełniam, że tak powiem - w sezonie. Zimą przerabiam odpadki metodą bokashi. Polega to na umieszczaniu odpadków w specjalnych hermetycznych wiaderkach i przesypywaniu ich otrębami szczepionymi mikroorganizmami. Zawartość przetwarza się w doskonały nawóz (do zakopania w ziemi). Dodatkowo pozyskuje się płyn będący skondensowanym nawozem. Nie ma nic lepszego dla roślin !!!!

tu kiedyś był nieuzytek, gruz i asfalt

Na zdjęciu po prawej widać mój pierwszy ogródek. Od niego się wszystko zaczęło - pięć i pół grządki wyniesionej. Przekształcenie pierwotnego asfaltowiska w grządki wymagało harówki - zdarliśmy stary asfalt, wywieźliśmy gruz, okopano przy płocie i została założona blokada na korzenie świerków sąsiada. Potem już pikuś - zbudować grządki, uzupełnić ziemią :) pikuś :)

Tej jesieni grządki zostały podwyższone o jedną deskę - tamte były za nisko i bolały mnie plecy.

Doszła tylko jedna deska - a mój boshe ile ziemi trzeba było nawieźć. Na górę trafił kompost - po 3 taczki na grządkę, po 2 garści wapna .... i gotowe. Teraz czekają na wiosnę. Doprawdy nie mogę się doczekać by sprawdzić efekt tych nakładów. Warto było czy tak sobie?

Poniżej załączyłam zdjęcia, dwóch innych sektorów ogródka powstałych po likwidacji trawników z którymi był tylko wieczny, bezproduktywny kłopot. Roboty huk - wiosną wertykulacja, odchwaszczanie, koszenie. A jak już trawnik dopieściliśmy - to kret się rozgościł. Podlewać też trzeba było i to sporo - istne marnowanie wody. Teraz jeden (zdjęcie po lewej) spełnia rolę ogrodu owocowego. Rosną tam maliny. Dwa i pół miesiąca dogadzanie sobie świeżymi owocami (bez chemii!!). Co roku nie mogę nadziwić się wydajności z tych 15 krzaków. Chojnie się dzielę z innymi, apetyt mamy spory - a jeszcze mrożę i robię konfitury (średnio 20-30 słoiczków).

wspomnienie po trawniku :)
wspomnienie po trawniku 2

Zdjęcie drugie to też grządka potrawnikowa.

Wygląda w końcu jak należy - wcześniej było tam trochę partyzantki.Teraz doszło obramowanie (wyniesienie pozwoliło na "dołożenie" ziemi, co bardzo się przyda).

Jak widać, zagospodarowuję pod uprawę warzyw każdy możliwy skrawek działki.

Jest pewna niedogodność z tego rozrzucenia, ale w sumie nie ma to znaczenia. Liczą się własne, zdrowe warzywa i owoce. I może te poletka, od jesieni do wiosny, nie wyglądają za ładnie, ale za to latem ...... no mówię wam .... bajka.

był goły trawnik, teraz są drzewka owocowe

Oboje z mężem staliśmy się zwolennikami innego użytkowania zieleni przydomowej. Podejście na tyle nam się zmieniło, że przekształcamy kolejny trawnik. Tym razem w mini sad.

Posadziliśmy cztery (docelowo ma być pięć) karłowych drzewek owocowych. Jak dobrze pójdzie to będziemy mieli własne wiśnie, śliwki i czereśnie. Oby :)

Rozmyślam czasami (ale nie za często, bo czy warto?) nad tym jak zdefiniować naszą filozofię ogródkową. Jesteśmy prekursorami nowego (nobilitacja własnej uprawy warzyw) czy w świetle masowych likwidacji przydomowych sadów i ogródków warzywnych (przekształcanych na te trawniki) raczej wyjątkami?

Namawiam wszystkich do posiadania grządek - mam nadzieję, że blog zareklamuje to zajęcie. Ale chyba dopiero wtedy gdy jako społeczeństwo staniemy pod ścianą, ścianą skażonej żywności coś się zmieni w tej tendencji.

 
 
 

Komentarze


bottom of page