top of page

Cytryniec - owoc pięciu smaków


Jesienne słoty wymuszają picie herbaty z dodatkami. Wiadomo. W tym roku do konfitur z malin, jeżyn, pigwy dołączył cytryniec - w końcu się doczekałam owoców. Okazuje się, że to bardzo smaczna konfitura.

Postanowiłam zatem coś o tym cytryńcu napisać.


Jest to pnącze, naturalnie rosnące na terenie Chin, Korei i Syberii. Dorasta do 10 metrów (roczne przyrosty są spore, ok. 1 m). Posiada piękne zdobne liście, kwitnie drobnymi kwiatami. Owoce to czerwone koraliki w gronach.


W kulturze Dalekiego Wschodu, od tysiącleci uznawany za roślinę leczniczą.

Cytryniec zawiera: witaminę E, schizandrynę (substancję tonizującą i wzmacniającą), łatwo przyswajalne mikroelementy: żelazo, miedź, mangan, nikiel, molibden, tytan i cynk, jak również spore ilości magnezu, potasu i fosforu. Schizandrynę i inne substancje o działaniu leczniczym zawierają również liście, nasiona i kora.

Owoce do spożywania: na surowo lub po przetworzeniu, np. suszone, soki, wyciągi, konfitury, nalewek itp. Mają naprawdę baaaardzo cytrynowy smak.


Herbata z liści cytryńca ma właściwości tonizujące układ oddechowy, nerwowy oraz wzmacniające. Polecany przy zmęczeniu fizycznym i umysłowym, przy senności, wyczerpaniu, depresji, niedokrwistości. Ponoć poprawia wzrok. Nie jest zalecany przy nadciśnieniu.


Ciekawostka - Chińczycy określają cytryńca owocem pięciu smaków, ponieważ: skórka owocu jest słodka, miąższ kwaśny, nasiona gorzkie i cierpkie, a wyciągi z nasion nabierają słonego smaku. Z tymi smakami, rzeczywiście tak jest.

Sam krzew jest bardzo ładny. Mrozoodporny, w warunkach polskich radzi sobie dobrze. Wymaga stanowiska półsłonecznego. Mało wymagający - wystarczy wiosną podsypać kompostu, od czasu do czasu przyciąć coś co zwisa nie tam gdzie powinno, albo podwiązać.


Pnącze cieszy od wiosny do późnej jesieni. Najpierw swoimi młodymi listkami (wypuszcza je jako jeden z pierwszych, a gdy spragnieni jesteśmy zielonego to sprawia frajdę), potem kwitnieniem - doprawdy przyjemnym. Kwiaty subtelne, nietypowe, piękne. Nastepnie, pojawiają się owoce, takie małe grona zielonych porzeczek, które na przełomie sierpnia i września uzyskują intensywnie czerwony kolor. Jesienią liście cytryńca przebarwiają się na żółto (od bardzo ostrej żółci, przez coraz bledszą, aż do białego). Nie zerwane owoce zdobią przez całą zimę. Ptaki owoców nie jedzą - chyba z uwagi na kwaśny smak.


Swojego cytryńca posadziłam bo potrzebowałam roślinę, która przysłoni brzydką ścianę. A skoro decydowałam się na pnącze - why not coś co da owoce. Trochę poczekałam na nie - pojawiły się dopiero w 5-tym roku po posadzeniu. Ale nic to - co było a nie jest, nie pisze się w rejestr :)


Jak widać na zdjęciach - pestki cytryńca są śmieszne. Przypominają małe robaczki :) Trochę to nieapetyczne, już chciałam przetrzeć przez sitko, ale doczytałam, że w pestkach znajduje się sporo bogactwa witaminowego. Tak zostały w konfiturze, trudno.


Herbata z dodatkiem konfitury jest bardzo smaczna. Polecam, acz warto pamiętać o intensywnym kwaśnym smaku - dużo bardziej kwaśne od cytryny. Zatem jeśli już, to mała łyżeczka - no chyba, że ktoś lubi się krzywić :)


bottom of page