top of page

Jaki może być - krótki, jesienny urlop?

Wspaniały! wspaniały! po trzykroć wspaniały!

Pola, widoki, las, grzyby, jesienne ogrody i sady .... długie spacery po lesie i nic to że mży i siąpi, a wręcz dobrze. Pochmurna pogoda zaskutkowała tym, że ranne zrywanie się i wymarsz do lasu np. o 6tej rano był bez sensu - bo ciemno było. To sobie spaliśmy do 8ej - potem wolno śniadanko, spacerek po ogrodzie, druga kawka - i dopiero o 11tej w lesie. Wysypu grzybów nie było - w rozumieniu tambylców - dla nas raj, bo jednak po 2 koszyki po 3 godzinach to urodzaj - ale dzięki filozofii miejscowych, w lesie było pusto - tylko my. Królowały podgrzybki i dawno nie widziane rydze. Rok dobry dla grzybów - bo bez lokatorów. Jeśli idzie o satysfakcję z grzybobrania to pisze się ona: 2 kg grzybów suszonych, 4 mrożonymi porcjami na sos, kilkoma słoiczkami marynat i codzienną degustacją - czyli na 5 z plusem.

A co żeśmy oczy napaśli widokami - to nasze - acz niemierzalne. Kilka fotek krajobrazu i darów lasu:

IMG_2675x
IMG_2679
IMG_2743
IMG_2681
IMG_2721
IMG_2732x
IMG_2738
IMG_2719
IMG_2745

Takie widoki mieliśmy z okien i progu domu, na spacerach i wędrówkach po okolicy.

A poniżej nasi goście - ciekawskie koty - dwa czarne to kocury znalezione przez gospodarzy w lesie. Ktoś porzucił oseski, ale na szczęście ....

Teraz trochę grzybów - zwłaszcza tych, których uroda zachwyca, ale niekoniecznie do koszyka wędrują, więc tym bardziej zasługują na fotkę, prawda?

IMG_2740
IMG_2735
IMG_2736
IMG_2731
IMG_2737
IMG_2734
IMG_2706
IMG_2705
IMG_2702x
IMG_2704
IMG_2730

Niewątpliwą atrakcją wyjazdu był sad gospodarzy. Po widokach sadów bez owoców (przymrozki wiosenne), takie cudności zachwycały:

IMG_2724
IMG_2718
IMG_2716
IMG_2720
IMG_2714
IMG_2723
IMG_2715
IMG_2713

Na koniec jesienne róże, kwitnąca ścieżka do domu i ..... rokitnik. Przed wyjazdem miałam taki plan, aby go szukać, ale żeby tak na bezczela pod oknem?! Chyba po to abym się przekonała, że obrywanie owoców jest wyższą szkołą jazdy hehehe. Ale litr w pocie czoła, wespół zespół z mężem zebraliśmy i maceruje się w spirytusie na zimowe wieczory :)

IMG_2711
IMG_2712
IMG_2728
IMG_2727

Jednym słowem bajkowe sześć dni na łonie przyrody. Należało nam się, bo to pierwsze wolne od 6ciu lat!

Zrelaksowana, wypoczęta, powrót uczciłam bukietem z ogródka. Jeszcze się pokokoszę przez weekend - bo od poniedziałku jesienne prace w ogródku ruszają: wybieranie warzyw korzeniowych, ostatni zbiór pomidorów, sprzątanie grządek i nawożenie gleby bokashi.

Ach, no i rokitnik - prawie zapomniałam o tym kolcoku!

bottom of page